Propozycja sankcji za niepodporządkowanie się poleceniu funkcjonariusza budzi kontrowersje w mediach.

Nieposłuszeństwo wobec funkcjonariusza ma stać się samoistnym wykroczeniem. Mundurowi się cieszą, prawnicy przestrzegają – pisze Agata Łukaszewicz w Rzeczpospolitej w artykule zatytułowanym: “Areszt za zlekceważenie polecenia policjanta”.

Autorka artykułu informuje o dezyderacie, jaki do premiera w sprawie zmiany kodeksu wykroczeń wystosowała sejmowa Komisja ds. Petycji. Autorem petycji są policyjni związkowcy, którzy domagają, aby nieposłuszeństwo wobec wydanego przez policjanta polecenia określonego zachowania było nowym rodzajem wykroczenia, za które grozić ma grzywna, areszt albo ograniczenie wolności. Związkowcy motywują swoją petycję potrzebą zapewnienia lepszej ochrony funkcjonariuszy podczas wykonywania obowiązków.

(…) Przedmiotem petycji było żądanie podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej noweli kodeksu wykroczeń. Chodziłoby o dodanie w nim art. 54 a § 1–3. Proponuje się, by kara aresztu, grzywny lub ograniczenia wolności groziła temu, kto nie podporządkuje się żądaniu lub poleceniu funkcjonariusza publicznego, wydanego w granicach i na podstawie przepisów ustawy. Taka sama kara grozić ma osobom, które – nie stosując się do polecenia – będą utrudniać wykonanie czynności służbowej (…)

Autorka podaje przykład interwencji policjantów w Lublinie, gdzie jeden z chuliganów usiłował uniemożliwić zatrzymanie podejrzanego przez policjantów i w efekcie postawiono mu zarzuty napaści na funkcjonariusza. W artykule cytowane są wypowiedzi wiceprzewodniczącego ZG NSZZ Policjantów Kazimierza Barbachowskiego.

Kazimierz Barbachowski

– A gdyby była kara za samo utrudnianie interwencji, być może do tego by nie doszło – twierdzą związkowcy.

(…) Kazimierz Barbachowski, policjant, wie, jak ta sytuacja wygląda od strony funkcjonariuszy. Podaje przykład: zwykła interwencja w centrum miasta. Tłum gapiów przeszkadza w dotarciu na miejsce karetce pogotowia. Ważniejsze są zdjęcia z miejsca zdarzenia. Jak policja ma zagwarantować lekarzom i ratownikom odpowiednie warunki do reanimacji? Dziś, jak mówi, nie ma narzędzi. Chyba że dochodzi do agresji słownej lub fizycznej: wówczas policjant może użyć środków przymusu bezpośredniego, a sprawca zajścia odpowiadać może za napaść na funkcjonariusza na służbie. Ale przecież nie o to chodzi. Dzięki zmianie, jaką proponują związkowcy, skala użycia środków przymusu ma być mniejsza – uważa Barbachowski. I jeszcze jeden przykład na brak instrumentów prawnych: autobusem wraz z pasażerami podróżują kibole. Policjanci starają się ich odseparować od pozostałych pasażerów. Ci jednak za nic mają ich polecenia.(…)

Agata Łukaszewicz przytacza opinie ekspertów, którzy sprzeciwiają się takiemu prawu. W opinii przywołanych w artykule ekspertów, rozwiązanie jest za daleko idące – mówi „Rzeczpospolitej”. Jego zdaniem policja ma inne środki, by wyegzekwować konkretne zachowanie. – Każdy, choćby uzasadniony akt obywatelskiego nieposłuszeństwa może w ten sposób zostać ukarany. Wprowadza przymus wykonania polecenia, które może się okazać bezpodstawne a nawet bezprawne. Zdaniem ekspertów przepis może być wykorzystywany celem utrudniania obywatelskich form aktywności, manifestacji, kontrmanifestacji czy blokad. Nie przekonują ekspertów zapewnienia policji, że funkcjonariusz nie może sobie ot, tak zażądać wylegitymowania się od każdego obywatela.

– Muszą zaistnieć przesłanki faktyczne i prawne – odpowiada ekspertom Kazimierz Barbachowski.

Eksperci kwestionują także niektóre służby uprawnione do korzystania z tego przepisu. O ile nie budzi wątpliwości straż pożarna, policja, pogotowie ratunkowe, ratownicy medyczni, czy Straż Graniczna, to na pewno nie funkcjonariusze straży miejskiej czy gminnej. Eksperci uważają, że nie będzie przyzwolenia społecznego na takie zmiany.

Omówienie artykułu (jp)

Cały artykuł dostępny pod podanym linkiem: