Kontrola KGP w komendzie policji. „Wyjaśnienia w sprawie granatu są nieprzekonujące”

ilustracja

Kierownictwo policji zleciło kontrolę w komendzie w Zawierciu, gdzie podczas alarmu pożarowego zdetonowano granat dymny zawierający substancje szkodliwe dla funkcjonariuszy. – Wyjaśnienia Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach w tej sprawie są nieprzekonujące – mówi jeden z oficerów KGP.
W czwartkowej „Wyborczej” opisaliśmy przebieg alarmu przeciwpożarowego w komendzie policji w Zawierciu. W trakcie ćwiczeń w budynku zdetonowano granat dymny. Zadymienie było tak duże, że nie wszyscy policjanci i świadkowie zdążyli się ewakuować. Jeden z oficerów dzwonił nawet do uwięzionego w budynku podwładnego i prosił, aby razem ze świadkiem nie skakali przez okno.

Producent granatu powiedział nam, że nie wolno go używać w pomieszczeniach zamkniętych i to w obecności ludzi. Jest on produkowany do pozorowania zadymienia np. na polu walki, gdzie żołnierze mają założone na twarzy maski przeciwgazowe. Dodatkowo w instrukcji granatu znajduje się ostrzeżenie, że nie tylko zawiera substancje wybuchowe, ale działa on szkodliwie na rozrodczość, skórę i oczy.

Policja: Nie ma zakazu używania granatu w pomieszczeniu

Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach na swojej stronie internetowej opublikowała polemikę, w której przekonywała, że ćwiczenia pożarowe nadzorowali dwaj strażacy i nie mieli żądnych uwag do ich przebiegu. „Warto nadmienić, że w instrukcji obsługi granatu nie umieszczono informacji o tym, że nie można go używać w pomieszczeniach zamkniętych” – podkreśliła śląska policja.

W poniedziałek kierownictwo Komendy Głównej Policji zdecydowało o wysłaniu do Zawiercia kontroli. – Tłumaczenia KWP są nieprzekonujące. Sprawę trzeba wyjaśnić – powiedział nam jeden z oficerów KGP.

Dodatkowo szef komendy w Zawierciu powiadomił już o sprawie prokuraturę. W jednostce wszczęto też postępowania wyjaśniające oraz wypadkowe. Jeden z oficerów po alarmie zaczął się bowiem skarżyć na problemy ze zdrowiem i zgłosił z tego powodu wypadek w pracy.